Iluzoryczny nadzór inwigilacja: 5 liczb wielkiego oszustwa

578 osób. Tyle nazwisk przekazał do Sejmu i Senatu Prokurator Generalny Adam Bodnar, opisując skalę inwigilacji systemem Pegasus w latach 2017–2022. Politycy opozycji, prokurator wybrana w niewygodnej sprawie, adwokaci reprezentujący pokrzywdzonych – wszyscy podsłuchani przez własne państwo, bez wiedzy, bez zgody, bez możliwości obrony. Trzy lata i miliardy złotych publicznej debaty później Sejm uchwalił 31 lipca 2026 r. ustawę, która miała to naprawić. 264 posłów za, jeden przeciw, 176 wstrzymanych. Brzmi jak triumf praworządności? To, co dziś funkcjonuje pod szyldem reformy, to w praktyce iluzoryczny nadzór inwigilacja – kosmetyczna operacja na twarzy systemu, który strukturalnie pozostaje bez zmian, niezależnie od tego, kto akurat rządzi w Warszawie.

Tabela: co się zmienia, a co pozostaje fikcją

Element systemuStan przed ustawąStan po ustawie (2026)Realna zmiana?
Odsetek zgód sądowych na kontrolę operacyjną96,85–99,5%Brak mechanizmu zmieniającego ten wskaźnikNie
Informowanie sądu o wynikach inwigilacjiBrak obowiązkuObowiązek po zakończeniu kontroliFormalnie tak
Możliwość przerwania kontroli przez sądNieprecyzyjnaFakultatywna „możliwość”, nie obowiązekCzęściowo, wg krytyków fasadowo
Informowanie inwigilowanego o kontroli bez dowodówBrakWciąż brak (uwaga Prezesa UODO)Nie
Zasoby kadrowe SO w Warszawie (ok. 5 tys. wniosków/rok)Bez zmianBez zmianNie
Uprawnienia INW MSWiA do kontroli operacyjnejIstniałyZlikwidowaneTak
Wykonanie wyroku ETPC z 28.05.2024NiewykonanyWciąż niewykonany po ponad 2 latachNie

Afera Pegasusa jako punkt wyjścia, którego nikt nie chce domknąć

Cała ta legislacyjna epopeja zaczęła się od skandalu, który wstrząsnął Polską – i który, co ważne, nie doprowadził do żadnych personalnych konsekwencji. CBA kupiło system Pegasus za około 33 mln zł, z czego 25 mln zł pochodziło z Funduszu Sprawiedliwości nadzorowanego przez ministra Zbigniewa Ziobrę – funduszu, który miał wspierać ofiary przestępstw, a posłużył do finansowania narzędzia szpiegującego przeciwników politycznych. Wśród inwigilowanych znaleźli się politycy opozycji, jak Krzysztof Brejza, prokurator Ewa Wrzosek czy adwokat Roman Giertych.

Mimo że sprawa trafiła do sejmowej komisji śledczej, mimo tajnego raportu NIK i wyroku ETPC – nikt nie stracił stołka. To jest pierwszy sygnał, że mówimy o problemie strukturalnym, nie personalnym. Zmiana rządu z PiS na koalicję Tuska nie zmieniła architektury władzy nad prywatnością obywateli – zmieniła tylko nazwiska na fotelach.

Problem nie leży w tym, która partia akurat kontroluje służby. Leży w tym, że żadna partia u władzy nigdy dobrowolnie nie odda sobie narzędzia, które pozwala jej widzieć więcej niż widzą jej przeciwnicy.

Ten sam wzorzec – aparat państwa, który przetrwa każdą zmianę władzy nietknięty – widać też w tym, jak długo Polska ignoruje wyroki europejskich trybunałów w sprawach dotyczących wolności obywatelskich, o czym pisaliśmy przy okazji wyroku TSUE w sprawie cenzury internetu.

Co faktycznie zmienia nowa ustawa

Nowe obowiązki na papierze

Ustawa uchwalona przez Sejm 31 lipca 2026 r. wprowadza kilka nowych elementów: obowiązek informowania sądu o wynikach inwigilacji po jej zakończeniu, możliwość przerwania kontroli operacyjnej przez sąd lub prokuratora na każdym etapie jej trwania oraz rozszerzone obowiązki sprawozdawcze służb wobec parlamentu. Minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak podsumował to jasno, mówiąc, że projekt „wyciągnął wnioski z afery Pegasusa, kontroli NIK, orzecznictwa sądów i trybunałów oraz postulatów związanych z ochroną prywatności obywateli”.

Brzmi dobrze na papierze. Problem w tym, że słowo „możliwość” to nie „obowiązek”. Sąd może przerwać kontrolę – ale nie musi, i nikt go do tego nie zmusi, jeśli nie ma czasu ani zasobów, by w ogóle sięgnąć po materiały ze śledztwa operacyjnego.

Likwidacja INW – realna zmiana, ale wąska

Jednym z konkretnych, wymiernych efektów ustawy jest likwidacja uprawnienia Inspektora Nadzoru Wewnętrznego MSWiA do samodzielnego stosowania kontroli operacyjnej. To rzeczywiście ogranicza władzę jednego z organów – i trzeba to uczciwie odnotować jako plus. Ustawa nakłada też obowiązek corocznego przekazywania Sejmowi i Senatowi informacji o stosowaniu kontroli operacyjnej przez Straż Graniczną i Służbę Ochrony Państwa.

To są realne, choć wąskie zmiany. Problem zaczyna się tam, gdzie dotykamy jądra systemu – czyli sądowej kontroli nad wnioskami ABW, CBA, Policji i innych służb wobec zwykłych obywateli.

Iluzoryczny nadzór inwigilacja: 99,5% – liczba, która mówi wszystko

Jeśli chcesz zrozumieć, dlaczego mówimy o iluzorycznym nadzorze nad inwigilacją, wystarczy jedna liczba. Fundacja Panoptykon w raporcie „Demokracja na podsłuchu” z 11 maja 2026 r. wskazała, że po całej „aferze Pegasusa” sądy nadal akceptują 99,5% wniosków o kontrolę operacyjną. To nie pomyłka statystyczna. W 2022 r. według danych ABW aż 99% wniosków tej służby uzyskało zgodę. Spośród wniosków rejestrowanych przez Policję na przestrzeni lat odmówiono jedynie 3,15% (280 przypadków).

W 2025 r. sądy zarządziły kontrolę operacyjną wobec 4831 osób, a odmówiły wobec zaledwie 33. ABW wnioskowała o kontrolę wobec 152 osób – sądy zgodziły się wobec 142, bez ani jednej odmowy. Zero odmów przy 152 wnioskach to nie jest kontrola. To jest rejestracja.

Rok/służbaLiczba wnioskówLiczba odmówOdsetek zatwierdzeń
ABW, 20251520100%
Wszystkie służby, 202548643399,3%
ABW, 2022b.d.99%
Policja, dane wieloletnieb.d.280 (3,15%)96,85%

Jak inaczej opisać taki system, jeśli nie jako iluzoryczny nadzór nad inwigilacją? Sąd formalnie istnieje, formalnie „wyraża zgodę”, ale w praktyce funkcjonuje jako pieczątka legalizująca decyzje, które służby już podjęły.

Iluzoryczny nadzór inwigilacja — sąd zatwierdzający niemal wszystkie wnioski

Sędziowie sami mówią: nie da się tego zrobić

Najbardziej wstrząsający element tej historii nie pochodzi od aktywistów czy opozycji. Pochodzi od samych sędziów, którzy mają tę kontrolę wykonywać. Sędzia Beata Najjar, prezes Sądu Okręgowego w Warszawie – jedynego sądu w Polsce wydającego zgody na kontrolę operacyjną służb specjalnych, do którego wpływa rocznie około 5 tys. wniosków – powiedziała podczas konferencji w Biurze RPO wprost:

„Aby decyzja o przerwaniu kontroli operacyjnej mogła zapaść, sąd musiałby ocenić najpierw jej wyniki (…) Nie wyobrażam sobie tego organizacyjnie do zrobienia (…) przy naszych obecnych możliwościach kadrowych, przy liczbie sędziów, przy obciążeniu obowiązkami”.

Sędzia Igor Tuleya potwierdził tę diagnozę, wskazując, że sąd rozpoznający wniosek pracuje wyłącznie na materiale przedstawionym przez konkretną służbę – nie ma niezależnego dostępu do niczego więcej. To jest sedno problemu: sąd nie kontroluje służb, sąd weryfikuje to, co służby same zdecydowały mu ujawnić.

Wojciech Klicki, wiceprezes Fundacji Panoptykon, ujął to najbrutalniej: „w praktyce będzie to fikcyjne rozwiązanie problemu (…) Sądy już teraz nie mają organizacyjnej możliwości prawidłowej weryfikacji wniosków o zarządzenie kontroli, tym bardziej więc nie będą miały możliwości korzystać z dodatkowego uprawnienia”. Panoptykon w komentarzu z marca 2026 r. nazwał całą reformę wprost „legislacyjną wydmuszką”.

Iluzoryczny nadzór inwigilacja — sędziowie bez realnych możliwości kontroli

Poprawki Senatu – kosmetyka czy przełom?

Uczciwość redakcyjna wymaga odnotowania, że proces legislacyjny się nie zakończył na wersji sejmowej. Senat na posiedzeniu 6–7 sierpnia 2026 r. przyjął poprawki wypracowane przez byłego RPO i ministra sprawiedliwości Adama Bodnara. Obejmują one obowiązek informowania sądu i prokuratora o zniszczeniu zbędnych materiałów z inwigilacji w terminie 14 dni od ich zniszczenia oraz obowiązek jawnego raportu prokuratora generalnego o liczbie osób objętych kontrolą operacyjną.

Co istotne, sam Wojciech Klicki – dotąd główny krytyk ustawy – po interwencji Senatu przyznał, że kluczowa poprawka daje sądowi realną możliwość weryfikacji materiałów, bo „sąd rozpatrujący wniosek o zgodę na kontrolę operacyjną nie będzie już ograniczony wyłącznie do materiałów przedstawionych przez samą służbę”. To jest konkretny, wymierny krok naprzód.

Zaraz jednak Klicki dodał zastrzeżenie, które trzeba przytoczyć w całości: ustawa „nie rozwiązuje wszystkich problemów związanych z kontrolą nad służbami. Oczekuję kolejnych zmian – w szczególności dotyczących prawa do poinformowania osób, które były objęte inwigilacją”. Innymi słowy: nawet zwolennik poprawek mówi jasno – to nie jest koniec problemu, to najwyżej łagodzenie jego najbardziej rażących symptomów.

Fikcja podwójna: niewinny obywatel nigdy się nie dowie

To jest chyba najbardziej niepokojący element całej historii, o którym mówi się najmniej. Prezes UODO Mirosław Wróblewski zgłosił formalne uwagi do procedowanego projektu, wskazując, że nawet nowa ustawa nie przewiduje informowania osoby, której dane osobowe były niejawnie przetwarzane w ramach kontroli operacyjnej, o fakcie tej kontroli po jej zakończeniu – jeśli kontrola nie doprowadziła do zebrania dowodów popełnienia przestępstwa.

Przełóżmy to na ludzki język: jeśli państwo podsłuchiwało Cię przez trzy miesiące, przeszukiwało Twoje maile, śledziło Twoje kontakty – a potem okazało się, że nie popełniłeś żadnego przestępstwa – nigdy się o tym nie dowiesz. Nie dostaniesz żadnego powiadomienia. Nie będziesz mógł zaskarżyć tej inwigilacji, bo formalnie nie będziesz wiedział, że miała miejsce.

W 2022 r. Policja zastosowała 9781 podsłuchów, ale tylko 13% spraw (1308 przypadków) przyniosło dowody do dalszego postępowania karnego. Pozostałe 87% – ludzie, których rozmowy, lokalizacja i kontakty zostały nagrane bez ich wiedzy – nigdy się o tym nie dowiedzą. To jest realny koszt tego systemu, płacony przez tysiące niewinnych obywateli każdego roku. Podobny mechanizm braku informowania obywateli o zbieraniu ich danych opisywaliśmy przy okazji unijnego nadzoru finansowego AMLA – różne instytucje, ten sam wzorzec: dane zbierane, obywatel nieinformowany.

Iluzoryczny nadzór inwigilacja — obywatel nieświadomy kontroli operacyjnej

Wyrok, który Polska ignoruje od ponad dwóch lat

Europejski Trybunał Praw Człowieka w wyroku z 28 maja 2024 r. w sprawie Pietrzak, Bychawska-Siniarska i inni przeciwko Polsce jasno stwierdził, że polskie przepisy dotyczące kontroli operacyjnej, zatrzymywania danych telekomunikacyjnych oraz niejawnego nadzoru na podstawie ustawy antyterrorystycznej naruszają art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka. To nie opinia aktywistów – to prawomocny wyrok międzynarodowego trybunału.

Adwokat Mikołaj Pietrzak, jeden ze skarżących, powiedział podczas konferencji prasowej: „Celem złożenia naszej skargi była zmiana tej patologicznej w demokratycznym państwie sytuacji”. Mimo to Rzecznik Praw Obywatelskich Marcin Wiącek na konferencji z czerwca 2026 r. – dwa lata po wydaniu wyroku – musiał przypomnieć, że nie został on w Polsce wykonany, a obecny stan prawny „nie jest zgodny z zasadami państwa praworządnego”. Wiącek nazwał całość „analogowymi przepisami w cyfrowej rzeczywistości”.

Dwa lata bezczynności po prawomocnym wyroku trybunału praw człowieka to nie opieszałość biurokratyczna. To wybór polityczny – niezależnie od tego, kto formalnie rządzi.

Kontrargumenty – czy to niesprawiedliwe wobec rządzących?

Głos obrony: to więcej niż było wcześniej

Byłoby nieuczciwe udawać, że ta ustawa to absolutne zero. Sędzia Najjar sama wskazuje, że problemem są głównie zasoby kadrowe, nie z góry zaplanowana fikcyjność systemu – co sugeruje, że wraz ze zwiększeniem obsady sądu system mógłby zacząć realnie działać. To argument racjonalny: może nie mamy do czynienia ze złą wolą, tylko z niedoinwestowanym sądownictwem, które dostało nowe obowiązki bez nowych rąk do pracy.

Rząd wskazuje też, że likwidacja uprawnień INW MSWiA i rozszerzone raportowanie do parlamentu to konkretne, policzalne kroki – więcej niż istniało przed reformą, gdzie takich mechanizmów nie było wcale. To prawda i trzeba to uczciwie przyznać.

Argument bezpieczeństwa państwa

W kontekście wojny w Ukrainie i zagrożeń hybrydowych argument o konieczności sprawnych narzędzi operacyjnych zyskuje dodatkową siłę. Minister Siemoniak i przedstawiciele służb wskazują, że kontrola operacyjna to niejawne działania wykorzystywane do zapobiegania i wykrywania przestępstw – nie ma demokracji bez zdolności do walki z terroryzmem, szpiegostwem czy zorganizowaną przestępczością.

Problem w tym, że ten argument – choć słuszny w swojej istocie – bywa używany jako parawan dla każdego rozszerzenia władzy inwigilacyjnej państwa, niezależnie od tego, czy rzeczywiście chodzi o bezpieczeństwo, czy o kontrolę nad opozycją, jak w przypadku Brejzy czy Giertycha.

Ryzyko przeciążenia sądów jako kontrargument

Warto też wziąć na serio ostrzeżenie ekspertów prawnych, że nałożenie nowych obowiązków na sądy bez zwiększenia zasobów kadrowych może wręcz pogorszyć jakość nadzoru – bo sędziowie będą musieli teraz zajmować się kwestiami merytorycznie związanymi nie tylko z prawem, ale z „kuchnią operacyjną” samych służb. Domaganie się „więcej kontroli sądowej” bez inwestycji w sądownictwo może więc być rozwiązaniem pozornym – ale z zupełnie innego powodu niż zła wola rządzących.

Iluzoryczny nadzór inwigilacja — argumenty za i przeciw reformie

Ponadpartyjność problemu – to nie jest spór PiS kontra PO

To jest moment, w którym musimy odłożyć na bok wszystkie sympatie partyjne. Ustawa o wzmocnieniu nadzoru sądowego przygotowana przez rząd Tuska i ministra Siemoniaka powiela ten sam wzorzec, który obserwowaliśmy za czasów PiS: iluzoryczna kontrola sądowa, która nie hamuje inwigilacji, a ją legitymizuje. Sąd formalnie „nadzoruje” – więc politycznie można powiedzieć, że mamy praworządność. W praktyce nadzoruje na tyle skutecznie, na ile pozwala mu na to zasób czasu i dokumentów, jakie sama służba zdecyduje przekazać.

Z tajnego raportu NIK z marca 2024 r. (obejmującego lata 2017 – marzec 2023) wynika coś jeszcze bardziej alarmującego: nawet premier Donald Tusk „pozbawiony jest ważnych instrumentów nadzoru (nad służbami specjalnymi), pełnej wiedzy na temat procedur wewnętrznych, kontroli działalności operacyjno-rozpoznawczej w konkretnych sprawach”. Jeśli szef rządu nie ma pełnego wglądu w to, co robią podległe mu służby, to jaką realną kontrolę może mieć zwykły obywatel?

To wzmacnia jedną, kluczową tezę: problem nie leży w tym, która partia zasiada w Sejmie. Leży w architekturze władzy państwowej nad prywatnością jednostki, która – niezależnie od barw politycznych – zawsze będzie skłonna chronić samą siebie, a nie obywatela. Ten sam mechanizm samoutrwalania się aparatu władzy, niezależnie od tego, kto formalnie rządzi, opisywaliśmy szerzej przy okazji analizy długu jako narzędzia kontroli.

Gdzie leży prawdziwy problem

Prawdziwy problem nie leży w konkretnej ustawie z 31 lipca 2026 r. Leży w samej konstrukcji systemu, w którym ten, kto prosi o zgodę na inwigilację (służba), i ten, kto tę zgodę wydaje (sąd), funkcjonują w relacji strukturalnej nierówności informacyjnej. Sąd widzi tylko to, co służba chce mu pokazać. Sędzia Tuleya i sędzia Najjar potwierdzają to niezależnie od siebie – to nie jest opinia jednej strony politycznej, to opis mechanizmu działający tak samo za każdego rządu.

Realna reforma wymagałaby czegoś więcej niż fakultatywnej „możliwości” przerwania kontroli. Wymagałaby: obowiązkowego, a nie opcjonalnego mechanizmu weryfikacji w trakcie trwania inwigilacji; prawa każdego obywatela do informacji o tym, że był podsłuchiwany, niezależnie od wyniku śledztwa; realnego zwiększenia liczby sędziów i asystentów w Sądzie Okręgowym w Warszawie, który dziś obsługuje 5 tys. wniosków rocznie tym samym personelem; oraz – co najważniejsze – rzeczywistej gotowości politycznej, by ograniczyć własną władzę, a nie tylko udawać, że się ją ogranicza.

Tego wszystkiego w ustawie nie ma. Jest za to 264 głosów za w Sejmie, konferencja prasowa ministra i komunikat rzecznika. Iluzoryczny nadzór nad inwigilacją to nie jest błąd projektu ustawy. To jest jego funkcja – uspokoić opinię publiczną po Pegasusie bez realnego ograniczenia władzy państwa nad prywatnością jednostki. I to funkcja, która działa identycznie niezależnie od tego, kto akurat rządzi w Warszawie.

Kontrola sądowa, która zatwierdza 99,5% wniosków, nie jest kontrolą. Jest legitymizacją.

FAQ

Co dokładnie zmienia nowa ustawa o kontroli operacyjnej z 2026 r.?

Ustawa wprowadza obowiązek informowania sądu o wynikach inwigilacji po jej zakończeniu, fakultatywną możliwość przerwania kontroli operacyjnej przez sąd lub prokuratora na każdym etapie, rozszerzone obowiązki sprawozdawcze służb wobec parlamentu oraz likwiduje uprawnienie Inspektora Nadzoru Wewnętrznego MSWiA do samodzielnego stosowania kontroli operacyjnej.

Czym jest iluzoryczny nadzór inwigilacja?

To termin opisujący sytuację, w której formalna kontrola sądowa nad działaniami służb istnieje na papierze, ale w praktyce nie ogranicza realnie zakresu inwigilacji – sądy zatwierdzają niemal wszystkie wnioski (nawet 99,5%), a mechanizmy weryfikacji w trakcie trwania kontroli są fakultatywne, nie obowiązkowe.

Ile osób inwigilowano systemem Pegasus w Polsce?

Według danych przekazanych do Sejmu i Senatu przez Prokuratora Generalnego Adama Bodnara, w latach 2017–2022 systemem Pegasus inwigilowano 578 osób, z rekordowym rokiem 2021, gdy dotyczyło to 162 osób.

Dlaczego sędziowie sami krytykują nową ustawę?

Sędzia Beata Najjar, prezes Sądu Okręgowego w Warszawie, publicznie przyznała, że sąd nie ma organizacyjnych możliwości, by rzeczywiście weryfikować wyniki kontroli operacyjnej – biorąc pod uwagę obecną liczbę sędziów i ok. 5 tys. wniosków rocznie wpływających do jednego sądu w kraju.

Co orzekł Europejski Trybunał Praw Człowieka w sprawie polskiej inwigilacji?

W wyroku z 28 maja 2024 r. w sprawie Pietrzak, Bychawska-Siniarska i inni przeciwko Polsce ETPC uznał, że polskie przepisy dotyczące kontroli operacyjnej, zatrzymywania danych telekomunikacyjnych oraz niejawnego nadzoru na podstawie ustawy antyterrorystycznej naruszają art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka.

Czy poprawki Senatu realnie coś zmieniają?

Poprawki wypracowane przez Adama Bodnara wprowadzają obowiązek informowania sądu i prokuratora o zniszczeniu zbędnych materiałów w terminie 14 dni oraz jawny raport prokuratora generalnego o liczbie osób objętych kontrolą. Wojciech Klicki z Fundacji Panoptykon uznał, że to zwiększa szanse na realny, nie tylko formalny nadzór, ale zastrzegł, że nie rozwiązuje to problemu braku informowania inwigilowanych o kontroli.

Czy obywatel dowie się, że był inwigilowany?

W praktyce nie, jeśli kontrola operacyjna nie doprowadziła do zebrania dowodów przestępstwa. Prezes UODO Mirosław Wróblewski wskazał, że nawet nowa ustawa nie przewiduje obowiązku informowania osoby o fakcie inwigilacji po jej zakończeniu w takich przypadkach.

Skąd CBA miało pieniądze na zakup systemu Pegasus?

Z faktury wynika, że CBA wydało ok. 33 mln zł na zakup systemu, z czego 25 mln zł pochodziło z Funduszu Sprawiedliwości nadzorowanego przez ministra Zbigniewa Ziobrę – funduszu przeznaczonego formalnie na wsparcie ofiar przestępstw.

Czy problem inwigilacji dotyczy tylko jednej partii politycznej?

Nie. Zarówno rząd PiS (zakup Pegasusa, afera inwigilacji opozycji), jak i rząd koalicji Tuska (ustawa z 2026 r. nazwana przez Panoptykon „legislacyjną wydmuszką”) powielają ten sam strukturalny mechanizm iluzorycznej kontroli sądowej – co pokazuje, że to problem architektury państwa, nie konkretnej partii.


Źródła:

Tekst przygotowany z pomocą AI, zweryfikowany redakcyjnie przez Wydawnictwo Wolne Pióro. Odpowiedzialność redakcyjna: Telegram / E-Mail.

By Jurek R1a

Freelancer, wolnościowiec, miłośnik natury i nowoczesnych technologii.

One thought on “Iluzoryczny nadzór inwigilacja: 5 liczb wielkiego oszustwa”
  1. […] To nie jest mechanizm wymyślony od zera. Dokładnie ta sama logika — formalny nadzór, który w praktyce nie nadzoruje — funkcjonuje od lat przy kontroli operacyjnej polskich służb specjalnych. Fundacja Panoptykon w raporcie “Demokracja na podsłuchu” z maja 2026 roku wykazała, że polskie sądy zatwierdzają 99,5% wniosków o inwigilację, mimo formalnego wymogu sądowej kontroli i mimo afery Pegasusa, która miała to zmienić. Pisaliśmy o tym szerzej w analizie iluzorycznego nadzoru nad inwigilacją. […]

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You missed