Patenty na nasiona UE: 7 Sprawdzonych Alarmujących Faktów

Patenty na nasiona UE nie są wymysłem organizacji ekologicznych. To zapis, który Parlament Europejski przepuścił 17 czerwca 2026 roku, odrzucając poprawki o zakazie. Wyobraź sobie rolnika, który wiosną 2029 roku otwiera worek materiału siewnego z napisem “NGT-1”. Czy to GMO? Nie, według prawa to prawie zwykła roślina. Czy może być opatentowana? Może. Czy rolnik się o tym dowie z etykiety? Nie.

Bruksela sprzedała nowe techniki genomowe jako odpowiedź na susze, choroby roślin i drożejące nawozy. Część tej obietnicy jest prawdziwa. Ale w tym samym pakiecie siedzi pytanie, kto będzie właścicielem cech, które dziś są wspólnym dorobkiem hodowców. Napisałem ten tekst, żeby oddzielić fakty od paniki i od lobbystycznej waty. Każdą liczbę i datę sprawdziłem w źródłach, a gdzie źródła się rozjeżdżają, piszę to wprost.


#FaktCo to znaczy dla Ciebie
1Parlament chciał zakazu patentów i przegrałPatenty na rośliny NGT pozostają legalne
2Polska zaczęła od ochrony rolników, a skończyła na kompromisieDeklaracje z 2024 roku nie przełożyły się na twardy zapis
3Deklaracja patentowa opiera się na “najlepszej wiedzy”Nikt nie sprawdza, czy lista patentów jest pełna
4Kodeks postępowania i grupa ekspertów nie mają zębówZasady licencjonowania napiszą w dużej mierze ci, których dotyczą
5Patentów na rośliny jest już tysiąceWielka piątka agrobiznesu trzyma najwięcej kart
6Etykieta “NGT-1” nie mówi nic o patencieO patencie dowiesz się z bazy, nie z worka
7Ryzyko spada na tego, kto siedzi najniżejMały hodowca i rolnik płacą za spory, których nie wywołali

Co naprawdę przyjęto w rozporządzeniu NGT?

Pełna nazwa brzmi: rozporządzenie (UE) 2026/1388 w sprawie roślin uzyskanych za pomocą niektórych nowych technik genomowych oraz ich produktów. Według kalendarza Komisji Europejskiej akt przyjęto 17 czerwca 2026 roku, a w Dzienniku Urzędowym ukazał się 26 czerwca. Weszło w życie 16 lipca 2026 roku, ale zacznie być stosowane dopiero 17 lipca 2028 roku. Do tego czasu rośliny z celowanej mutagenezy i cisgenezy podlegają starym przepisom o GMO. Rada UE przyjęła swoje stanowisko wcześniej, 5 maja 2026 roku.

Rozporządzenie NGT dzieli rośliny na dwie kategorie. Kategoria 1 (NGT-1) to rośliny, które mogłyby powstać naturalnie albo metodami konwencjonalnego krzyżowania. Mają dostać lekką procedurę weryfikacji i traktowanie jak odmiany konwencjonalne. Kategoria 2 to wszystko, co się do tego nie nadaje, i ona zostaje pod rygorem prawa o GMO. Rośliny tolerujące herbicydy albo produkujące substancje owadobójcze nie mogą trafić do kategorii 1. W rolnictwie ekologicznym rośliny NGT-1 nadal są zakazane.

Sprawozdawczyni Jessica Polfjärd z grupy EPP powiedziała po głosowaniu, że zatwierdzając nowe techniki, Parlament “wybrał innowacje, konkurencyjność i bezpieczeństwo żywnościowe”. Krytycy mówią co innego. Socjalistyczny europoseł Christophe Clergeau nazwał całość, według relacji Science|Business, “formą prywatyzacji życia”.

Najważniejsze jest to, czego rozporządzenie nie robi. Nie tworzy patentów na rośliny i ich nie zakazuje. Prawo patentowe zostaje, jakie było: odmiany roślin jako takie są z patentowania wyłączone, ale konkretne cechy i technologie już nie. Całe pole bitwy leży więc w szczegółach. A diabeł, jak zwykle, mieszka w przypisach.

Fakt 1: Parlament chciał zakazu patentów i przegrał

7 lutego 2024 roku Parlament Europejski poparł wniosek o zakaz patentów na wszystkie rośliny uzyskane nowymi technikami genomowymi, ich części, informację genetyczną i cechy procesowe. To była oficjalna linia Parlamentu. Dwa lata później z tej linii nie zostało prawie nic.

Rada w grudniu 2025 roku utrzymała możliwość patentowania, a w zamian zaproponowała środki dobrowolne. Francuski serwis Inf’OGM opisał je jako kodeks postępowania, który wielonarodowe koncerny miałyby stosować dobrowolnie, platformy licencyjne oraz ocenę Komisji. W finale, 17 czerwca 2026 roku, posłowie odrzucili ostatnie poprawki ograniczające patentowalność roślin NGT. Według IPKat nie zebrały one wymaganej bezwzględnej większości głosów. Francuski portal Réussir pisze o 37 odrzuconych poprawkach.

Pusta sala parlamentu z ekranem wyników głosowania nad poprawkami o zakazie patentów na rośliny NGT

Parlament, który dwa lata temu głosował za zakazem, w czerwcu 2026 roku przyklepał system, w którym zakazu nie ma.

To nie jest spisek. To jest zwykła arytmetyka kompromisu: państwa członkowskie i część frakcji chciały rozwiązania, które nie zablokuje inwestycji firm hodowlanych. Tyle że kompromis zapłacą ci, którzy w negocjacjach nie mieli stołka.

Fakt 2: Polska zaczęła od ochrony rolników, a skończyła na kompromisie

27 listopada 2024 roku minister rolnictwa Czesław Siekierski mówił portalowi Wiadomości Rolnicze: “Uważam, że dorobek hodowlany powinien być powszechnie dostępny dla rolników, a nie pozostawać w rękach wielkich koncernów”. Dodał, że Polska jest w gronie państw, które domagają się instrumentów chroniących zasady konkurencji i mniejsze firmy. Brzmi jak program wolnościowy. Dla mnie to brzmi jak zdanie, które każdy polityk podpisze, dopóki nie trzeba zagłosować.

W lutym 2025 roku Polska, jako przewodnicząca Radzie UE, przedstawiła własne rozwiązanie. Według analizy kancelarii HGF zamiast zakazu patentów zaproponowała rozróżnienie: patenty na technologie podstawowe osobno, patenty na konkretne cechy osobno. Do tego obowiązek weryfikacji, czy materiał nie jest chroniony patentem, zanim trafi na rynek, i możliwość ograniczeń na poziomie państw członkowskich. Serwis Table.Media opisał 13 lutego 2025 roku, że Polska rozdziela kwestię patentów od reszty negocjacji, bo wcześniejsza próba się nie powiodła.

Czy to była zdrada? Nie ośmielę się tak tego nazwać, bo prezydencja ma obowiązek szukać większości, a nie głosić manifestów. Ale warto zapamiętać różnicę. Deklaracja z 2024 roku mówiła o dostępie bez barier. Efekt z 2026 roku mówi o deklaracji “według najlepszej wiedzy” i dobrowolnym kodeksie.

Fakt 3: Deklaracja patentowa opiera się na “najlepszej wiedzy”

To mój ulubiony fragment, bo wygląda groźnie, a działa jak formularz celny na zaufanie. Zgodnie z art. 6 ust. 5 rozporządzenia ten, kto wnioskuje o status rośliny NGT-1, podaje informacje o patentach lub opublikowanych zgłoszeniach patentowych zawierających zastrzeżenia dotyczące materiału biologicznego tej rośliny. Robi to “według swojej najlepszej wiedzy”. Autorzy analizy opublikowanej na Mondaq zwracają uwagę, że w procesie zatwierdzania nikt tych deklaracji nie weryfikuje.

Dane trafiają do publicznej bazy prowadzonej przez Komisję Europejską. To krok naprzód, bo dziś zorientowanie się, kto co zastrzegł, wymaga prawnika i dostępu do baz patentowych. Z drugiej strony, jak wskazuje analiza kancelarii HGF, nie ma obowiązku ujawniania praw z ochrony odmian roślin. A deklaracja gotowości do licencjonowania “na uczciwych i rozsądnych warunkach we wszystkich państwach członkowskich” jest według art. 6 ust. 6 tylko możliwością. Patentodawca “może” ją złożyć.

Przejrzystość to nie to samo co wolny dostęp. Z bazy, w której ktoś opisuje własne patenty według własnej wiedzy, dowiesz się czegoś. Nie dowiesz się wszystkiego.

Fakt 4: Kodeks postępowania i grupa ekspertów nie mają zębów

Artykuł 31 rozporządzenia tworzy grupę ekspertów ds. patentów na rośliny NGT i zobowiązuje Komisję do oceny wpływu patentowania. Według opisu kancelarii Appleyard Lees w grupie zasiądą przedstawiciele państw członkowskich, Europejskiego Urzędu Patentowego (EPO) i Wspólnotowego Urzędu Ochrony Odmian Roślin (CPVO). Komisja ma opublikować ocenę wpływu patentowania na innowacje, dostępność nasion i konkurencyjność unijnych hodowców w ciągu roku od wejścia rozporządzenia w życie, czyli do lipca 2027 roku.

Z kodeksem postępowania sprawa jest bardziej niejasna, więc przytaczam, co mówią źródła. Analiza na Mondaq mówi, że Komisja ma go ustanowić w ciągu 18 miesięcy, czyli około stycznia 2028 roku. HGF ujmuje to ostrożniej: w ciągu 18 miesięcy Komisja “może zaproponować” kodeks licencjonowania. Z oświadczenia Komisji dołączonego do stanowiska Rady wynika zaś zobowiązanie, by kodeks pojawił się najpóźniej na pół roku przed rozpoczęciem stosowania przepisów. Te terminy się pokrywają: 18 miesięcy od wejścia w życie to połowa stycznia 2028 roku. Warto je odróżnić od roku na ocenę wpływu, bo w obiegu krążą oba i łatwo je pomylić.

Co dalej? Jeśli ocena wykaże znaczące bariery, Komisja “może” przedstawić wnioski legislacyjne ustanawiające obowiązkowe warunki lub zabezpieczenia. Jeśli nie, kolejna ocena nastąpi po 4–6 latach. Czyli: najpierw zbadajmy, potem się zastanowimy, ewentualnie coś zrobimy. Na rynku nasion cztery lata to dwa pokolenia odmian.

Stół z dokumentami i lupą nad tekstem patentowym, symbol kodeksu postępowania i grupy ekspertów ds. patentów

Fakt 5: Patentów na rośliny jest już tysiące

Według zestawienia Corporate Europe Observatory, organizacji, która od lat krytykuje lobbing korporacji, w europejskich jurysdykcjach znaleziono 3327 rekordów patentowych dotyczących CRISPR i roślin. Około 30 procent zgłoszeń zostało przyznanych. Wśród najważniejszych właścicieli CEO wymienia Corteva, Bayer, BASF, Syngenta i Limagrain/Vilmorin, a z europejskich firm także KWS. Organizacja podaje też, że EPO przyznał patenty obejmujące ponad tysiąc odmian roślin uzyskanych metodami konwencjonalnymi.

To dane od strony, która ma tezę, więc trzeba je czytać z tym zastrzeżeniem. Druga strona też ma swoje argumenty. Według Science|Business EPO twierdzi, że “patenty same w sobie nie dają dominacji rynkowej” i że około jednej trzeciej europejskich zgłoszeń patentowych dotyczących roślin GMO pochodzi od małych i średnich firm. CEO z kolei odnotowuje, że 28 procent zgłoszeń NGT pochodzi od uczelni i instytutów badawczych.

Mogę więc uczciwie powiedzieć tak: patenty na rośliny nie są domeną wyłącznie koncernów. Ale struktura własności jest skoncentrowana, a to konsolidacja decyduje o tym, jak działają licencje. Jeśli trzy cechy kluczowe dla odporności na suszę należą do jednej firmy, rynek przestaje być konkurencyjny, choć na papierze nic się nie zmieniło.

Fakt 6: Etykieta “NGT-1” nie mówi nic o patencie

W debacie krąży teza, że rolnik dostanie na worku oznaczenie typu “patent protected”. Sprawdziłem tekst rozporządzenia i nie znalazłem takiego zapisu. Zgodnie z art. 10 rozporządzenia materiał rozmnożeniowy roślin NGT-1 ma nosić etykietę “NGT-1”, po której następują numery identyfikacyjne roślin, z których pochodzi. To wszystko. Poprawki o szerszym etykietowaniu, o które walczyli posłowie, nie przeszły. Według CEO końcowy kompromis nie zawiera obowiązkowego etykietowania ani zakazu patentów.

W praktyce to oznacza dwie rzeczy. Po pierwsze, rolnik kupujący nasiona z etykietą “NGT-1” nie ma na worku informacji, czy dana cecha jest chroniona patentem. Musi ją znaleźć w bazie, której działanie ruszy razem z nowymi przepisami. Po drugie, konsument w sklepie nie dowie się nic, bo żywność NGT-1 jest traktowana jak konwencjonalna.

Zgadzam się, że przy nowych technikach, które nie zostawiają odróżnialnego śladu, etykieta nie rozwiąże wszystkiego. Ale jawność jest tania, a zaufanie kosztuje.

Fakt 7: Ryzyko spada na tego, kto siedzi najniżej

Historia lubi powtarzać pewien scenariusz. W USA w 2013 roku Sąd Najwyższy w sprawie Bowman przeciwko Monsanto jednogłośnie uznał, że rolnik, który kupił ziarno towarowe soi i je wysiał, naruszył patent, bo zrobił nowe kopie opatentowanego wynalazku. W Kanadzie głośną sprawą był spór Monsanto z rolnikiem Percym Schmeiserem, rozstrzygnięty przez tamtejszy Sąd Najwyższy w 2004 roku na korzyść właściciela patentu. Obie sprawy nie dotyczyły NGT i nie dotyczyły Europy. Pokazują jednak, jak działa egzekwowanie patentów na materiał biologiczny, gdy trafia do rąk rolników.

W europejskiej debacie ten lęk wraca w innej formie. Marcin Behnke z COBORU mówił w 2025 roku portalowi Wiadomości Rolnicze, że globalne koncerny już dziś mają zarejestrowane odmiany i jeśli dostaną prawa patentowe, grozi to monopolem. Obawia się też utraty przywileju hodowcy, czyli możliwości używania cudzych zarejestrowanych odmian do tworzenia nowych. Niemieckie związki rolników DBV, cytowane przez CEO, ostrzegają: jeśli kluczowe cechy zostaną zmonopolizowane, rolnicy stracą dostęp do materiału genetycznego.

Strona przemysłowa uspokaja. Według CEO organizacja CropLife zadeklarowała, że jej członkowie “nie będą egzekwować patentów wobec rolników za niezamierzoną, niewielką obecność opatentowanych cech” na polach. To deklaracja dobrowolna. Paweł Wakor z Corteva Agroscience przekonywał z kolei, że Polska docenia wartość własności intelektualnej, a przy NGT-1 wystarczą “dodatkowe wymogi przejrzystości”. Sławomir Sikorski z Poznańskiej Hodowli Roślin czeka na ostateczne przepisy, zanim zaangażuje zasoby.

Rolnik na polu w cieniu wieżowca korporacji, symbol nierównej walki o dostęp do nasion

Gdzie leży prawdziwy problem

Najpierw uczciwość wobec drugiej strony. Samo ograniczenie biurokracji dla roślin NGT-1 jest w duchu wolnościowym. Dla innowatora każdy rok procedury GMO to koszt, który stać zapłacić tylko dużych graczy. Lekka ścieżka weryfikacji może więc pomóc małym hodowcom. Spór o prywatną własność intelektualną toczy się wśród wolnościowców od dekad i nie rozstrzygnę go w jednym artykule.

Moje zastrzeżenie jest inne. Ten sam system, który mówi, że urzędnik decyduje, co jest “naturalne” (NGT-1), a co nie (NGT-2), jednocześnie pozwala, by podobne cechy zostały zastrzeżone przez prywatny podmiot na mocy państwowego monopolu patentowego. Dwunastu europosłów zwróciło uwagę, że środki przejrzystości nie zastępują jasnego rozwiązania politycznego i prawnego dla cech, które występują naturalnie lub powstają konwencjonalnie. Zgadzam się. EPO wymaga zastrzeżeń, że patenty na rośliny wytworzone technicznie nie sięgają odmian naturalnych i konwencjonalnych. Zasada jest słuszna, a pytanie brzmi, kto ją egzekwuje i kosztem czyich pieniędzy.

Wolnościowa zasada ciężaru dowodu jest tu prosta. Ten, kto żąda monopolu, powinien udowodnić, że jest on konieczny i nie zabiera nic, co należało do wszystkich. Obecny system odwraca tę logikę: rolnik i mały hodowca muszą sprawdzać, szukać i bronić się.

To samo widzę w innych sporach. O rolnictwie i konkurencji pisałem już przy okazji umowy UE-Mercosur, gdzie rolnicy płacą za decyzje podjęte nad ich głowami. O tym, jak patenty i regulacje budują przewagę nielicznych, pisałem w tekście o kartelu patentowym WHO. Pokrewny wątek, czyli cena unijnych regulacji dla przemysłu, wracał w tekście o Zielonym Ładzie i deindustrializacji. A to, jak jedno rozporządzenie administracyjne potrafi zdecydować o losie rynku, pokazałem na przykładzie magazynów energii.

Jak samodzielnie sprawdzić, czy odmiana może być objęta patentem?

Nie jestem prawnikiem, więc potraktuj to jako ściągę, nie poradę prawną. Do 2028 roku nic się w praktyce nie zmieni, bo rozporządzenie nie jest jeszcze stosowane. Ale warto wiedzieć, jak działać:

  1. Poproś dostawcę nasion o pisemną informację, czy materiał lub jego cechy są objęte patentem albo zgłoszeniem patentowym. Zachowaj odpowiedź.
  2. Poszukaj w publicznej bazie patentowej EPO, Espacenet, po nazwie cechy lub firmy. Baza jest darmowa, ale wymaga cierpliwości.
  3. Po rozpoczęciu stosowania przepisów zajrzyj do bazy Komisji Europejskiej dla roślin NGT-1 i sprawdź numer identyfikacyjny z etykiety. Pamiętaj, że dane pochodzą z deklaracji “według najlepszej wiedzy”.
  4. Nie wysiewaj z własnego zbioru nasion, które kupiłeś jako chronione, bez sprawdzenia warunków licencji. Sprawa Bowman pokazuje, że takie zasiewy mogą być naruszeniem.
  5. Dołącz do organizacji branżowej. Pojedynczy rolnik nie ma szans w sporze patentowym, związek ma.

Terminy, które warto zapamiętać: do 28 września 2026 roku trwało zbieranie uwag (call for evidence) do aktów delegowanych i wykonawczych, 3 grudnia 2026 roku w Brukseli odbędzie się konferencja wdrożeniowa Komisji, do lipca 2027 roku ma powstać ocena wpływu patentowania, około stycznia 2028 roku kodeks postępowania, a od 17 lipca 2028 roku przepisy zaczną działać. Właśnie teraz, zanim reguły się utrwalą, rozstrzyga się, kto je napisze.

Rolnik sprawdza w bazie patentowej na tablecie, czy nasiona są objęte patentem

FAQ: patenty na nasiona i nowe techniki genomowe

Czy rozporządzenie NGT wprowadza patenty na rośliny?

Nie. Rozporządzenie nie tworzy patentów i ich nie zakazuje. Prawo patentowe zostaje bez zmian: odmiany roślin jako takie są wyłączone z patentowania, ale cechy i technologie już nie. Rozporządzenie dodaje przejrzystość (deklaracja i baza), grupę ekspertów i ocenę wpływu patentowania.

Czy rośliny NGT to GMO?

To zależy od kategorii. Rośliny NGT-1, czyli takie, które mogłyby powstać naturalnie lub metodami konwencjonalnymi, są traktowane jak odmiany konwencjonalne i nie podlegają pełnemu reżimowi GMO. Rośliny NGT-2 pozostają pod regułami GMO. Rośliny NGT-1 nie mogą być stosowane w rolnictwie ekologicznym.

Od kiedy obowiązują nowe przepisy?

Rozporządzenie opublikowano 26 czerwca 2026 roku, weszło w życie 16 lipca 2026 roku, a stosowane będzie od 17 lipca 2028 roku. Do tego czasu obowiązują dotychczasowe przepisy o GMO.

Czy żywność z roślin NGT-1 będzie oznaczona w sklepie?

Obowiązkowa etykieta “NGT-1” dotyczy materiału rozmnożeniowego, czyli nasion i sadzonek. Poprawki wprowadzające szerszą informację dla konsumentów nie przeszły, a według Corporate Europe Observatory końcowy kompromis nie zawiera obowiązkowego etykietowania.

Czy rolnik może zostać pozwany za niezamierzone zanieczyszczenie pola?

Rozporządzenie nie rozwiązuje tej kwestii wprost. Branża (według CEO organizacja CropLife) składa dobrowolną deklarację, że nie będzie egzekwować patentów za niezamierzoną, niewielką obecność opatentowanych cech. To nie jest zapis prawa. Sprawa Bowman dotyczyła czegoś innego: rolnik świadomie wysiał ziarno towarowe.

Kto zasiądzie w grupie ekspertów ds. patentów?

Według opisu kancelarii Appleyard Lees będą to przedstawiciele państw członkowskich, Europejskiego Urzędu Patentowego i Wspólnotowego Urzędu Ochrony Odmian Roślin. Źródła, do których miałem dostęp, nie podają szczegółów dotyczących pozostałych uczestników, więc ich nie zgaduję.

Co grozi małym hodowcom?

Krytycy, w tym Marcin Behnke z COBORU i europarlamentarzysta Christophe Clergeau, ostrzegają przed zależnością od posiadaczy patentów i ryzykiem dla przywileju hodowcy. Zwolennicy, w tym przedstawiciele Corteva, przekonują, że przejrzystość i licencje wystarczą. Rozstrzygnie to praktyka po 2028 roku oraz ocena Komisji, która ma powstać do lipca 2027 roku.

Źródła


Tekst przygotowany z pomocą AI, zweryfikowany redakcyjnie przez Wydawnictwo Wolne Pióro. Odpowiedzialność redakcyjna: Telegram / E-Mail.

By Jurek R1a

Freelancer, wolnościowiec, miłośnik natury i nowoczesnych technologii.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *